Menu

Muzeum Powstania Wielkopolskiego - facebook | g+ | twitter

Muzeum Ubrojenia - Facebook

WMWN na YouTube

Facebook ogólny WMN

 
 
.
Projekty realizowane przez Muzeum


POZnan


Samorządowa
Instytucja Kultury miasta

 
  
   

Muzeum Powstania Poznańskiego - Czerwiec 1956


Miasto zbuntowało się nie przypadkowo

 

   


Narodowo-katolicka Wielkopolska, ze swoją stolicą – Poznaniem, była dla komunistów trudnym regionem. Znamienne są wyniki referendum z roku 1946: za ustanowieniem granicy na Odrze i Nysie padło tu aż 80% głosów, za zniesieniem Senatu – 50%, a za nacjonalizacją przemysłu i reformą rolną – tylko 23%.
 Powojenna władza nie doceniła miasta Marcinkowskiego i Cegielskiego. Gdy wiosną 1956 r. władze miejskie Poznania wystąpiły do Warszawy o zwiększenie przydziału na zaopatrzenie ludności, odmówiono wyjaśniając, „że w Poznaniu ludność zrozumie lepiej trudności gospodarcze, ludność jest bardziej zdyscyplinowana”.
    Tymczasem plan 6-letni był dla Wielkopolski i Poznania katastrofą. W 1950 r. miasto utraciło status stołecznego, a tym samym i tak nikłą już samodzielność ekonomiczną. Poznaniacy, przyzwyczajeni do dobrego gospodarowania i wyższego poziomu życia niż w innych regionach kraju, szybko odczuli wzrastającą biedę. W 1956 r. na rozwój infrastruktury i budownictwa Poznań otrzymał w przeliczeniu na głowę mieszkańca 368 zł, podczas gdy Warszawa 1276. Centralna władza przekonana o dobrym zorganizowaniu Poznania uważała, że niepotrzebne są tu środki na inwestycje, poznaniacy natomiast nie mieli gdzie mieszkać (liczba ludności wzrosła w stosunku do 1939 r. o połowę, liczba mieszkań zmalała wskutek walk w 1945 r. o „twierdzę Poznań”), zarabiali też mniej niż średnia w kraju. Z drugiej strony nakładano na miasto coraz większe obowiązki wypracowywania dochodów na rzecz centrali.
    Od XIX w. o gospodarczym obliczu Wielkopolski stanowili średniozamożni chłopi, drobny przemysł, prywatny handel i rzemieślnicy. Taka struktura ugruntowała się w walce z pruskim zaborcą – podstawowym jej orężem były ziemia, kapitał i samoorganizacja. Symbol tej walki, Hipolit Cegielski, współtwórca „pracy organicznej” po utracie pracy nauczyciela za obronę uczniów przed pruskimi represjami założył skład narzędzi rolniczych, by rozbudować go w zatrudniającą 250 robotników fabrykę. 110 lat później, 28 czerwca 1956, 10 tys. Cegielszczaków wyszło na ulice Poznania, jakby posłusznych wezwaniu sprzed wieku założyciela ich fabryki: „Czego my na korzyść naszą nie zrobimy, to zrobią Niemcy na naszą szkodę, a szkód bardzo długo wytrzymać już nie zdołamy”. Zmienił się „szkodnik”, myśl pozostała. Załoga fabryki, teraz im. Józefa Stalina, podejmowała protesty, formułowała postulaty i domagała się zmian już w 1953 r. Do rozmów z władzami dochodziło, ale bezowocnych. W lutym 1956 załoga ZISPO złożyła w dyrekcji 4704 wnioski o zmiany w organizacji pracy i zarządzania.
    Cegielszczacy pociągnęli za sobą miasto – ich pochód był iskrą rozpalającą ogień. Przywiązani do gospodarności, praworządności i samorządności poznaniacy w przyniesionych tu ze wschodu: braku kompetencji, marnotrawstwie, bałaganie i rządach scentralizowanej, „obcej” biurokracji upatrywali elementarne zagrożenie swojego bytu. A w tradycji wielkopolskiej byt, wolność i tożsamość narodowa to pojęcia nierozdzielne. Wznoszono hasła: „Żądamy chleba”, „Chcemy wolności”, „Precz z komunizmem! Precz z Rosją!”, „Zakończyło się wasze panowanie! Pracujemy na was darmozjady! Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej!”, „Żądamy wolnych wyborów!”.
    „Zdyscyplinowane” miasto się zbuntowało, bo nie chodziło tu o „trudności gospodarcze”, a o byt, wolność i własną tożsamość. Przez kilkanaście godzin było wolne. Podjęło walkę, którą musiało przegrać. Rana pozostała na dziesiątki lat – miasto nie było już tak skore do buntu w kolejnych przełomowych latach PRL. Poznański Czerwiec 1956 skazano na niepamięć, zastępując Polskim Październikiem, a przecież właśnie bunt „zdyscyplinowanego” Poznania zdecydował o rozstrzygnięciach politycznych Polskiego Października i zarysował mur między wschodem i zachodem Europy.
    W 1980 r. upomniała się o Poznański Czerwiec „Solidarność”. Uznając za swój poetycki manifest wiersz „Potęga smaku” Zbigniewa Herberta, nie była świadoma, że myśl w nim zapisana:
    mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
    Tak smaku była nie jej, „Solidarności”, odkryciem. I że nie „Solidarność” pierwsza w historii PRL zjednoczyła robotników, chłopów i inteligencję. „Solidarność” przywróciła ten porządek rzeczy. Zbuntowany w 1956 roku Poznań nie znał takiego podziału – wierny wezwaniu Karola Marcinkowskiego: „Bóg nas stworzył bez różnicy: jednostajnem wszystkich znamieniem dał piętno obrazu i podobieństwa swego – to jest godność człowieka. Bracia! Tę godność w sobie wywołać, tę godność uszlachetnić – oto jest droga, na której do osiągnięcia ulepszeń dążyć powinniśmy”.
    W Poznańskim Czerwcu 1956 w gruncie rzeczy chodziło o odrobinę koniecznej odwagi i sprawę smaku.
    Wystawa obok rekonstrukcji wydarzeń opowiada o korzeniach Poznańskiego Czerwca i o jego znaczeniu dla kolejnych pokoleń.

    Barbara Fabiańska
    (tekst publikowany w IKSie nr 182/6/2006)

 
MUZEUM POWSTANIA POZNAŃSKIEGO - CZERWIEC 1956
„Mieszkanie” poznańskiej rodziny w latach 50. – pokój. (Kuchnię i łazienkę często wtedy dzielono z rodzinami z innych pokoi.) Ściany malowane „z wałka”, piec, kredens i pamiątki – po przodkach z powstań: od listopadowego po wielkopolskie, po bliskich z AK, przez III Rzeszę mianowanych bandytami i mordowanych, przez komunistów ogłoszonych członkami „reakcyjno-faszystowskiej organizacji współpracującej z Niemcami” i znowu mordowanych.


Wśród pamiątek figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem, ale też fotografie poznaniaków z 1945 z radością witających jedyną „wyzwalającą” ich armię, Armię Czerwoną (trudno było im przecenić wypędzenie stąd Niemców) i fotografie miasta chcącego cieszyć się wolnością i pielęgnować własną tradycję. Tymczasem wkradała się tu obca, nieznana rzeczywistość.


Tutejsza tradycja nie poddała się, pielęgnowana w takich jak ten pokojach. Jest w nim też radio odtwarzające audycje RWE. Na tych falach płynęły wtedy wiadomości z Londynu o polskim rządzie i informacje o krewnych z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy albo nie mogli, albo nie chcieli wrócić do tej zniewolonej Polski.


Wychodzimy na ulicę z 28 czerwca 1956, ulicę wolności. Jednym z symboli zwycięstwa tego dnia jest zrzucenie anten zagłuszarki RWE. „Demontowania i zniszczenia urządzeń dokonywano z wyjątkową zaciekłością” – odnotowano w raporcie UB.


Te dzieci nigdy nie widziały polskiej szkoły. Dziś szkoła polska święci triumfalny powrót – mówi lektor w nakręconej w 1945 przez Rosjan kronice filmowej. Te właśnie dzieci jedenaście lat później triumfalnie wkraczały do gmachu KW PZPR. Drzwi KW stoją otworem. W sali konferencyjnej – propaganda stalinowska: plakaty, przemówienia, dokumenty.


Potęga Związku Radzieckiego zadecydowała o klęsce imperializmu hitlerowskiego. A dziś krzyżuje zbrodnicze plany amerykańskich i angielskich podżegaczy wojennych i sługusów w Niemczech Zachodnich. – słychać z mównicy głos marszałka Konstantego Rokossowskiego. NRF i USA domagały się ponoć rewizji polskich granic. To jeden wątek opowieści o stalinizmie. Drugi to plan 6-letni, który zburzył stworzony tu przed ponad stu laty porządek. W regionie tradycyjnie bogatym w żywność brakowało żywności.

To dwa najważniejsze wątki opowieści o systemie, który poznaniacy w 1956 ostatecznie uznali za obcy.

Wrażenie było szokujące. Około setki malarzy i lakierników fabryki wagonów Cegielskiego szła w milczeniu, klekocąc drewnianymi chodakami po poznańskim bruku. – wspominał w 1981 Zdzisław Jaworski. Poznaniacy na wezwanie pochodu Cegielszczaków podchodzącego pod ich zakład pracy otwierali bramy, dołączali do pochodu i wzywali przed bramami kolejnych zakładów – „Chodźcie z nami”.


I kolejne bramy się otwierały. Gromadzili się na placu Stalina. Zdobyli budynek Miejskiej Rady Narodowej, Komendę Wojewódzką MO, siedzibę partii i ruszyli ulicami miasta. Krzyczeli „Precz z partią, żądamy wolnej Polski!”. Kilkaset fotografii opowiada o charakterze tych pierwszych godzin – to było święto wolności.


Potem zdobyto więzienie i sąd na ulicy Młyńskiej. Zabrano broń. Mamy już władzę w ręku, a jeszcze pozostało nam uwolnić więźniów z Kochanowskiego – wołano. Ubecy mordują kobiety i dzieci.


Koleżanka mówi: zobacz tam ten mały chłopiec, tam leży. Zwiesił główkę na mojej piersi i byłam pewna, że skonał. Dostałam szału i już nie wiem, co robiliśmy, drapaliśmy ziemię i rzucaliśmy, co kto mógł. – wspominała w 1981 Stanisława Sobańska.


Ofiary w poznańskim bruku, ściana dzieci i gablota z przestrzeloną koszulą 13-letniego Romka Strzałkowskiego. 17-minutowy reportaż Leszka Paprzyckiego, który 28 czerwca fotografował walkę na ulicy Kochanowskiego, i czołg z opowieścią o żołnierzach, którym rozkazano pacyfikować miasto. Jednym z nich był Tadeusz Dobrzański.




Mam rozkaz strzelania, a przecież gdzieś tam jest mój ojciec. Każę podnieść armatę na dwa metry. Dowództwo sporządziło wniosek o Krzyż Walecznych dla mnie. A przecież ja nie walczyłem z reakcyjnym podziemiem i imperialistycznymi agentami, ale rozganiałem moim czołgiem takich samych jak ja ludzi. Z ojcem spotkałem się już bez munduru i bez Krzyża Walecznych. On miał swój, jeszcze z dawnych lat. Powiedział mi kiedyś, że jest to nasz wspólny Krzyż...

Zawieźli mnie na Kochanowskiego, gdzie obchodzono się z człowiekiem gorzej niż ze zwierzęciem. Ja zębów nie mam – wszystkie mi powybijali. Tam było morderstwo na ziemi. – wspominała w 1981 Stanisława Sobańska. Relację jej i innych słychać w celi.


W sali Sądu mowy obrończe mecenasów w procesach poznańskich, wśród nich Stanisława Hejmowskiego: Pan prokurator uzasadniał: ich zamiar był kontrrewolucyjny. Czyżby Urząd Bezpieczeństwa był jedną z naszych rewolucyjnych zdobyczy? Czy występowanie przeciwko temu urzędowi to jest czynność kontrrewolucyjna?


W korytarzu blisko 600 portretów aresztowanych.


Poznań musiał przegrać. Rana pozostała na dziesiątki lat. Poznańskie Powstanie skazano na niepamięć, choć to ono zdecydowało o rozstrzygnięciach politycznych Października i nadwątliło mur między wschodem i zachodem Europy. O jego znaczeniu i o Poznaniu w PRL opowiadać będą wystawy w przygotowanej dla nich sali wystaw czasowych. Ekspozycję dopełniają liczne materiały multimedialne. Muzeum jest czynne od 5 października 2007.

 Barbara Fabiańska


Informacje o Muzeum